Refleksje po adopcji …

Adopcja stanowi wielkie wyzwanie i wielki trud.

Każde rodzicielstwo wymaga miłości i odwagi, lecz jak wynika z listów rodziców adopcyjnych, rodzicielstwo adopcyjne wymaga szczególnej odwagi, dojrzałości i umiejętności, które nie każdy posiada.

Ośrodek A-O w Bielsku-Białej wydał z okazji 25-lecia swojego istnienia listy rodziców adopcyjnych.

Oto jeden z nich:

Nasze JEŻYKI…

No tak, nasze dwa małe Jeżyki. Są już przy nas prawie 5 miesięcy. Było tak jak w książce pani Katarzyny Kotowskiej „Jeż”: czekał na nie piękny dom, własne zabawki, ubranka i … mama i tata. Tak … ostatni KOLEC wypadł im dosyć szybko: „MAMO, a nie pójdziesz?”, „MAMO, a nie zostawisz nas?”, „MAMO, a kiedy TATA przyjdzie z pracy?”…

Naprawdę to się stało… Jesteśmy rodzicami. Nie zdawaliśmy sobie chyba jednak sprawy  z tego, że nasz egzamin dojrzałości dopiero się zaczyna i będzie trwał całe życie.

Kochane maluszki… Kolce opadły, ale ranki po nich goją się dłużej. Niektóre bardzo długo… Wciąż jeszcze Was bolą…

       Kiedy to zrozumiałam?

Ty, mój MALUTKI JEŻYKU na początku w ogóle nie umiałeś się bawić. Kiwałeś się monotonnie w rytm muzyki i błądziłeś smutnymi oczkami gdzieś po ścianach. Nie umiałeś patrzyć nam w twarz! Gdy się wystraszyłeś lub czułeś się zagubiony – wkładałeś paluszki do buźki. Dziś lubisz tańczyć, śpiewać, chętnie się z nami bawisz, ale jeszcze czasem wracają wspomnienia – na szczęście wiemy już, jak Ci pomóc.

Ty, STARSZY JEŻYKU, długo nie wracałeś do tego, co było. Nie wiedziałam, czy nie chcesz, czy nie pamiętasz. Czekałam. Pewnego ranka przybiegłeś jak zwykle z MALUTKIM JEŻYKIEM do łóżka MAMY i TATY i oglądaliśmy bajkę. Nagle wstałeś, zacząłeś chodzić po pokoju i pokazywać paluszkiem na różne przedmioty miąć: „Mamusiu, ja chciałbym tu zostać: chciałbym mieć Ciebie, tatusia i babcię i dziadka i wujka Stasia i te ubranka i to łóżeczko i te zabawki i …” Łzy stanęły mi w oczach. Wreszcie zacząłeś mówić o tym , co czujesz w nowej sytuacji.

Kiedy ja to zrozumiałem?

Gdy MALUTKI JEŻYK reagował płaczem na mój widok. Zresztą na widok każdego mężczyzny. Wcześniej wychowywały go kobiety, więc nas się po prostu bał – wysocy, o niskim głosie,  z wąsami…

Tak go chciałem przytulać, całować, bawić się z nim, a on nie pozwalał – płakał i … uciekał do kobiet!

Ty, STARSZY JEŻYKU, na szczęście się mnie nie bałeś. Chętnie bawiłeś się i bawisz ze mną. Znaleźliśmy wspólne hobby – układamy puzzle!

 Jacob Bosshart stwierdził, że „Dzieci nie liczą czasu, toteż wystarcza im go na gruntowną obserwację”. Tak wiele nas te kochane JEŻYKI nauczyły w tak krótkim okresie czasu… kiedyś wracaliśmy razem z pracy. Na drodze było ślisko, więc szliśmy jeden za drugim. Babcia (moja mama) powiedziała nam potem, że gdy tylko nas maluszki zobaczyły przez okno zapytały: „A czemu dzisiaj mama i tata nie idą razem i nie trzymają się za rękę?”

Na początku nasz MALUTKI JEŻYK drapał nosek, szyję. Na szczęście trwało to krótko. Pamiętam jak kiedyś tarłam nerwowo ręką po twarzy. Podszedł do mnie powoli, chwycił mi delikatnie rękę, przytulił się do mnie i powiedział cichutko: „Mama nie rób AŁA, patrz – ja już tak nie robię.” Kochany maluszek.

        Czego się nauczyliśmy? Wiele i wiele jeszcze nauczyć się musimy.

  • Po pierwsze – cierpliwości. Procedury trwają i wciąż nie mamy jeszcze kompletu dokumentów naszych JEŻYKÓW.
  • Po drugie – odpowiedzialności. Mamy dzieci, chcemy wychować je jak najlepiej.
  • Po trzecie – pokory, trudnej sztuki ustępowania i wyrozumiałości dla innych, stawiania się w sytuacji drugiego człowieka.

Co jeszcze? To zabawne, ale przypomniały nam, że świat jest radosny i prosty, to tylko my dorośli sami sobie komplikujemy życie.

 „Dzieci mają wręcz cudowną moc, aby zmieniać się we wszystko, w co tylko zapragną” – napisał Jean Cocteau. Na szczęście ta moc jest zaraźliwa. Bawiąc się z naszymi JEŻYKAMI raz jestem motylkiem, raz Czerwonym Kapturkiem, to znów latamy samolotem czy leczymy zwierzątka. Nasze bobasy przypominają nam, że marzyć i chcieć – to podstawa.

Co na to wszystko nasi najbliżsi, znajomi? Bez nich chyba nie poradzilibyśmy sobie. Cały czas nas wspierali i ogromnie nam pomagają. Dzięki doświadczeniu, wiedzy, cierpliwości  i nieustannemu wsparciu naszych Rodziców uczymy się sami być rodzicami. Wujkowie i ciocia naszych JEŻYKÓW zawsze znajdują czas na zabawę z maluchami.

Czego się obawiamy?

Chcielibyśmy być dobrymi rodzicami, zapewnić JEŻYKOM jak najlepszą przyszłość. Nie chcielibyśmy, by któryś z nich powiedział nam kiedyś, jak autor tego wiersza – anonimowy osiemnastolatek:

„Pragnąłem”

Pragnąłem mleka matki a dostałem butelkę ze smoczkiem
Pragnąłem rodziców – a dano mi zabawkę
Pragnąłem rozmowy – a dano mi książkę
Pragnąłem się uczyć, a wystawiono mi świadectwo
Pragnąłem myśleć – a otrzymałem wiadomości
Pragnąłem mieć szerokie spojrzenie – a otrzymałem krótkie informacje
Pragnąłem szczęścia – a dano mi pieniądze
Pragnąłem sensu – a umożliwiono mi karierę
Pragnąłem nadziei – a dostałem niepewność
Pragnąłem się zmienić – a obdarowano mnie współczuciem

Pragnąłem ŻYĆ…